Dlaczego warto czytać fantastykę?

Dlaczego warto czytać fantastykę?

Jest to pytanie, na które nie musi odpowiadać sobie żaden miłośnik fantastyki. Co innego ci, którzy z takich czy innych powodów nie są do niej przekonani. Najczęstszą przyczyną niechęci do tego typu twórczości literackiej są uprzedzenia.

Krzywdzące stereotypy

Jedno z nich opiera się na przekonaniu, że fantastyka to „bajki dla dzieci”, a jej sympatycy są infantylnymi eskapistami, którzy zamiast stawiać czoła życiu, wolą fantazjować o odległych, wyśnionych krainach, zaludnionych równie nierzeczywistymi istotami o kuriozalnym wyglądzie. Przyjrzyjmy się jednak tym, którzy tę krzywdzącą opinię wygłaszają. Czyżby nie zgrzeszyli oni nigdy w Diablo? Czyżby nie udzieliła im się nigdy wszechobecna fascynacja serialem animowanym Dragon Ball? Czy ani razu nie zasiedzieli się do późna w nocy, oglądając Z archiwum X? A nawet jeśli z triumfującą miną oświadczyliby: „nie, nie graliśmy/nie oglądaliśmy”, to czy należałoby ufać zapewnieniom, że nigdy nie mieli do czynienia z grami, filmami czy komiksami, dla których prawa rządzące rzeczywistością byłyby negatywnym punktem odniesienia? Wątpliwe, prawda? No więc o co halo? „Bo my już z tego wyrośliśmy” — mogliby odpowiedzieć z protekcjonalną miną. Czy jednak fantastyka jest czymś, z czego trzeba wyrastać?

 

Dlaczego z fantastyki się nie wyrasta?

Przede wszystkim dlatego, że nie wyrasta się z literatury ani ze sztuki. Potrzeby kulturalne, które dawniej, jako kilkuletnie brzdące, zaspokajaliśmy lekturą Kaczora Donalda albo Spider Mana, nadal skłaniają nas do karmienia się różnymi opowieściami — mniejsza o formę, w jakiej je sobie przyswajamy. Niezależnie od tego, czy wskutek szkolnych rozczarowań zarzuciliśmy nawyk czytania i poza ekranem kinowym bądź telewizyjnym nie uznajemy żadnego innego nośnika, czy też przeciwnie — czytamy na potęgę, z rzadka tylko coś oglądając, faktem pozostaje, że obcujemy ustawicznie z narracjami. „Ale narracja narracji nierówna — mogliby rzec na to moi oponenci. — Książki z realistyczną fabułą mają niezaprzeczalną wyższość nad tymi spod szyldu fantasy. Dotyczą przecież prawdziwego życia, podejmują ważne tematy, ukazują skomplikowane mechanizmy społeczne przez pryzmat jednostkowych losów etc. etc.”. Na taką replikę ze spokojnym sumieniem można by odpowiedzieć, że wszystkie cechy, które w niej uwzględniono, odnoszą się w równym stopniu do literatury fantastycznej. Na pierwszy rzut oka może się to wydawać absurdalne, ale po krótkim namyśle okazuje się, że fantastyka w istocie ma niejedno do powiedzenia na temat otaczającego nas świata. Czyni to jednak nieco innymi środkami niż powieść realistyczna. Poza tym pozwala mówić o sprawach, o których — z racji swoich ograniczeń — nie może mówić twórczość respektująca prawa rządzące empiryczną rzeczywistością. Np. twórczość literacka reprezentująca nurt dark future stanowi wymowny komentarz do problemów i bolączek współczesności. Stanowi nierzadko hiperbolę negatywnych zjawisk charakteryzujących nasze aktualne bytowanie, a przez to pozwala je uwypuklić, pokazać ich dalekosiężne konsekwencje. Trolle, elfy i inne dziwne stworzenia, które stały się już znakiem rozpoznawczym gatunku fantasy, jakże często są uosobieniem cech swoiście ludzkich, a ich wzajemne stosunki jakże często przypominają do złudzenia to, co sami znamy z bezpośredniego doświadczenia. Przykłady można by mnożyć, w zasadzie każda powieść fantastyczna dostarcza ich całe mnóstwo. Książki dla młodzieży o wampirach, duchach i magii niekoniecznie więc muszą być czystą rozrywką, pozbawioną ważkich treści poznawczych.

 

Gdybym miał raz jeszcze odpowiedzieć na pytanie postawione w tytule niniejszego artykułu, tyle że zwięźlej, napisałbym po prostu, że po fantastykę warto sięgać z tego samego powodu, dla którego warto oddawać się lekturze dzieł realistycznych — tzn. po to, aby przyjrzeć się bliżej samemu sobie i światu.

Google+